Jeszcze przed rozpoczęciem prac sądu rozgłos medialny sprawił, że nie da się dłużej bagatelizować problemu. Do pozwanej firmy - i wielu innych - dociera zapewne świadomość, że głos człowieka jest jego dobrem osobistym. Wykorzystanie w reklamach głosu znanego lektora bez jego zgody i wiedzy tym razem otworzyło puszkę Pandory. Mówimy: dość! I niech każdy się dowie, że nielegalne sięgnięcie po czyjkolwiek głos jest gwarancją problemów.
Reakcji na naszą publikację nie można nazwać "szumem medialnym" - narasta medialna burza. Solidarność szeroko pojętej branży kreatywnej jest niezwykle krzepiąca, ponieważ problem dotyczy wszystkich twórców i właścicieli praw.
Prześledźmy dzień po dniu, jak sprawa zatacza coraz szersze kręgi.
Piątek, 21.11
Wkrótce po naszej publikacji znany radiowiec, lektor i popularyzator nauki Jarosław Juszkiewicz w mediach społecznościowych mówi wprost: "Głos został ukradziony przez jakiegoś Janusza biznesu, który uznał, że może po prostu ten głos sobie wziąć, bo mu się podoba". Na film reaguje ponad 5 tys. osób. Wśród poruszonych tematem jest m.in. Zbigniew Hołdys.

Błyskawicznie reaguje Radio ESKA Warszawa. W artykule cytuje Jarosława Łukomskiego: "Przecież to mogło przydarzyć się któremukolwiek innemu z moich kolegów albo koleżanek środowiskowych. W związku z tym to ma dla mnie wymiar szerszy. Jeżeli chcemy na to tak spojrzeć, to tak, biorę to na klatę w imieniu całego środowiska, żeby nikomu więcej nic takiego się nie zdarzyło".
I komentuje: "Sprawa spowoduje, że o problemach z legalnością sztucznej inteligencji będzie głośniej".
Tego samego wieczoru portal msn.com zamieszcza artykuł "To będzie pierwszy taki proces w Polsce. Znany lektor idzie do sądu". Msn.com także przewiduje, że "wyrok sądu może być doniosły w skutkach". Temat podejmuje również Telewizja Sudecka, opierając się na materiałach z naszego serwisu.
Sobota, 22.11
Sprawą zaczyna interesować się telewizja. Wkrótce temat wjedzie na mały ekran "na pełnej", a póki co TVP Info donosi na swojej stronie: "Jarosław Łukomski to jeden z najbardziej znanych lektorów w Polsce. Jego głos od lat pojawia się między innymi w filmach i reklamach. Jak się okazało, również w tych, których nie nagrywał. Łukomski odkrył ostatnio, że „występuje” w spotach firmy z branży gospodarki wodno-ściekowej z Mazowsza. Głos, który do złudzenia przypomina jego, zachwala oczyszczalnie ścieków."
Z kolei portal o2.pl - nie wiedzieć czemu w dziale "rozrywka" - przytacza fragmenty naszego artykułu, m.in. wypowiedź Jacka Brzostyńskiego: "[...] Takie postawy muszą zostać napiętnowane, inaczej będziemy okradani na większą skalę i bez końca".
Niedziela, 23.11
Wyborcza.pl Warszawa jako pierwsza ujawnia nazwę pozwanej firmy: "Jak ustaliliśmy, chodzi o spółkę JFC Polska z Karpina, mieszczącego się tuż przy trasie S8 w stronę Wyszkowa. Firma specjalizuje się we wdrażaniu rozwiązań kanalizacyjnych w branży budowlanej, rolniczej, przeładunkowej i morskiej. W 2024 roku osiągnęła ponad 31 milionów złotych przychodów i prawie 1,5 mln złotych zysku.
W materiałach reklamowych firmy, do których dotarliśmy (nagrania z serwisów społecznościowych wycofano), głos lektora jest wykorzystany przynajmniej w dwóch spotach reklamowych. Oba przedstawiają reklamy systemu oczyszczania. Charakterystycznego, ciepłego tembru głosu Jarosława Łukomskiego ciężko nie rozpoznać."
Portal DJWORLD podsumowuje w artykule krótko: "Bez zgody, bez wiedzy, bez wynagrodzenia." Natomiast Kącik Popkultury podkreśla, że "rozstrzygnięcie tej sprawy będzie mieć kluczowe znaczenie dla przyszłości wykorzystywania AI w naszym kraju i interpretacji kolejnych takich pozwów."
Poniedziałek, 24.11
Telewizja się rozkręca. Nowy tydzień przynosi wizytę poszkodowanego kolegi oraz adwokata Piotra Kaszewiaka w porannym magazynie TVP2 "Pytanie na śniadanie".

Rozmowa o konsekwencjach nielegalnego wykorzystania głosu dotyczy nie tylko strat osobistych i finansowych, ale także aspektów prawnych i etycznych. Eksperci podkreślają, że precedensowy proces otwiera dyskusję o ochronie tożsamości w świecie nowych technologii.
Tego samego dnia czytamy w nagłówku artykułu Interia Geekweek: "Czy można ukraść człowiekowi głos? Choć brzmi to jak pytanie z czasów pradawnych wierzeń, to problem jest jak najbardziej aktualny. Polska firma zajmująca się produkcją szamb wykorzystała w reklamie barwę głosu znanego lektora Jarosława Łukomskiego bez jego zgody."
W wieczornej audycji o kradzieży twórczości, przechwytywaniu wizerunku i manipulacji cyfrowej w Radio 357 Krzysztof Zimoch gości Zuzannę Miąsko - adwokatkę z Kancelarii Dubois i Wspólnicy, Jarosława Łukomskiego oraz Tomasza Bartosa - założyciela banku głosów Mikrofonika.
Wirtualnemedia powołują się na nasz serwis, informując o złożeniu w Sądzie Okręgowym w Warszawie pozwu o kradzież głosu przy użyciu AI, a portal DONALD podkreśla w artykule słowa z filmu nagranego przez Jarosława Juszkiewicza: "Czymś innym jest rozwój technologii, a czym innym chamska kradzież".
Wtorek, 25.11
- To będzie pierwszy tego typu sądowy spór w Polsce - donosi portal Polsat News. - Chcemy się dowiedzieć, w jaki sposób głos trafił do maszyny, która wytworzyła te nagrania. I na podstawie jakich próbek był trenowany - mówi w materiale wieczornych Wydarzeń Polsatu Tomasz Bartos.

- Jak przekazuje portal Polscylektorzy.pl producent szamb ma osiągać imponujące przychody na poziomie nawet 30 mln zł. rocznie, a zatem stać go na wynajęcie profesjonalisty - donosi Kultura Onet.pl. Jak już wszyscy wiemy, nie było go stać.
W rozmowie z Radiem Wnet Jarosław Łukomski mówi: „Pozbawili mnie części tożsamości”. - Rozmowa zaczęła się od kultowej sceny z "Chłopców z ferajny", którą słuchacze usłyszeli w charakterystycznym głębokim głosie Jarosława Łukomskiego. Ten filmowy wstęp tylko podkreślił, jak rozpoznawalnym głosem posługuje się gość audycji - wyjaśnia Radio Wnet.
Portal GRYOnline.pl odnotowuje: "Lektor Jarosław Łukomski pozwał firmę, która miała wykorzystywać jego głos w swoich reklamach. Ta najpierw nie przyznawała się, stwierdzając, że głos nie jest prawnie chroniony." No, to się jeszcze okaże.
Środa, 26.11
Kumulacja doniesień medialnych. Sprawą interesuje się Teleexpress. - Mamy tu do czynienia z produkcją komercyjną, która została wpuszczona do internetu w ściśle określonym celu. Ten cel jest zarobkowy. Jarosław Łukomski został po prostu wykorzystany do tego, żeby sprzedać więcej towaru - tłumaczy Tomasz Bartos.

- Kilka miesięcy temu do Łukomskiego dotarły informacje o jego udziale w reklamie firmy z branży gospodarki wodno-ściekowej z Mazowsza. Problem w tym, że przy żadnym tego typu projekcie nie pracował. Gdy odsłuchał nagranie, był zszokowany - informuje Kultura Gazeta.pl.
Ciekawy artykuł zawierający spojrzenia z różnych stron publikuje Prawo.pl. - W Danii rozpoczęła się dyskusja nad tym, jak w ramach ustawy o prawie autorskim chronić tożsamość człowieka przed jego cyfrową imitacją. Nie jestem zwolennikiem tego kierunku, choćby dlatego, że zanim koncepcja takiej ochrony zostanie dopracowana i stanie się obowiązującym prawem, mogą minąć lata, a tymczasem działać trzeba już teraz. Pojawiają się więc pytania, w jaki sposób wykorzystać istniejące rozwiązania – mówi portalowi dr Damian Flisak.
"Prawodawstwo nie nadąża" - zauważa Radio TOK FM. "Sztuczna inteligencja może robić co chce?" - pyta retorycznie Dziennik Bałtycki. Natomiast Radio Yanosik ma okazję, by w jednej audycji o kradzieży głosu pomieścić aż trzech lektorów. Redaktor Andrzej Leszczyński - i lektor zarazem - jako prowadzący nie załapał się na zdjęcie, co wyrównujemy linkiem do jego noty biograficznej.

- Do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił 72-stronicowy pozew, który może mieć znaczenie dla całego rynku kreatywnego w Polsce. Decyzja sądu ustanowi precedens, który przez lata będzie kształtował zasady gry w erze agresywnego rozwoju sztucznej inteligencji - zauważa portal CrypS.pl.
"Producent zbiorników ukradł głos kultowego lektora? Szambo wybiło" - to tytuł artykułu na portalu INNPoland.
- Historia jest prosta, ale budzi prawdziwe emocje, ponieważ wykorzystano coś, co wydaje się najbardziej personalną rzeczą, którą możemy mieć - głos - czytamy na Bitcoin.pl. - Jarosław Łukomski nie zamierza odpuszczać. Współpracuje z doświadczonymi prawnikami i specjalistami, by udowodnić, że kradzież głosu za pomocą sztucznej inteligencji nie może być szarą strefą. Jego celem jest jasny sygnał: nikt nie ma prawa wykorzystywać czyjegoś głosu bez zgody, nawet jeśli robi się to za pomocą narzędzi generatywnej AI - dodaje autor artykułu Jeremiasz Krok.
Czwartek, 27.11
O sprawie robi się głośno w porannym programie radiowej Jedynki "Sygnały Dnia". Stacja cytuje na swoim portalu lektora Marcina Sołtyka: "To nie sztuczna inteligencja "ukradła" głos Łukomskiemu, lecz konkretni ludzie, którzy świadomie lub nieświadomie zdecydowali się na coś takiego. - AI jest tylko i wyłącznie narzędziem w rękach ludzi, którzy z niego korzystają. Nie można używać sztucznej inteligencji bezkarnie. Wszystko musi odbywać się w ramach obowiązującego prawa."
Uruchamia się główne wydanie Faktów TVN. - Pierwszy taki proces w Polsce, o kradzież głosu. Znany lektor usłyszał sam siebie w reklamie zbiornika na szambo i - jak mówi - zdębiał. Okazało się, że jego głos został wygenerowany przez sztuczną inteligencję. Firma, która to zrobiła, odpowie za to przed sądem - mówi Anita Werner.

- Drodzy państwo! Mamy przełom! Do sądu w Polsce wpłynął pierwszy oficjalny wniosek o kradzież głosu - wtóruje Joemonster.org. A Tomasz Bartos tłumaczy Głosowi Koszalińskiemu: - Mamy świetną grupę prawną i solidne podstawy moralne, etyczne i oczywiście jurystyczne, z przyjemnością więc wygramy ten proces dla Jarka. To samo zrobimy dla każdego lektora, z którym podpisaliśmy umowę w ramach naszego projektu.
"Mikrofonika mierzyła się już z drobnymi naruszeniami (np. memami), lecz po raz pierwszy chodzi o komercyjną reklamę i duże przedsiębiorstwo" - wyjaśnia ekoszalin.pl.
Sobota, 29.11
W materiale programu "Sprawdzamy" w TVP Info Jarosław Łukomski mówi: - To było coś takiego, jakby ktoś splądrował mi mieszkanie, kiedy mnie w nim nie było. I dodaje: - Uznali, że nic takiego się nie stało, że głos nie jest częścią mojej tożsamości, moim dobrem osobistym. I mogą z nim sobie robić, co chcą.
Niedziela, 30.11
Temat uplasowuje się na 4 miejscu w programie "Ranking Mazura" w TVN. - Głos to nie jest zjawisko wyłącznie akustyczne, głosowi towarzyszą również emocje - komentuje sprawę Jarosław Łukomski.
- Już wcześniej na problem kradzieży głosu zwracały uwagę posłanki KO w interpelacji skierowanej do ministra cyfryzacji - zauważa Gazeta Prawna w artykule o pozwie. I komentuje: - [...] Siedem posłanek KO, które pod koniec października zgłosiły do ministra cyfryzacji interpelację w sprawie ochrony osób fizycznych przed nieautoryzowanym wykorzystaniem ich głosu, wizerunku i innych cech osobistych przez systemy sztucznej inteligencji, miało rację.
Wtorek, 02.12
- To przełomowy moment dla całej branży artystycznej i lektorskiej - mówią prawnicy zajmujący się sprawą. Dodają, że to "pierwsza w Polsce sprawa sądowa tego typu" - informuje portal tvn24.pl.
Środa, 03.12
- Sam poszkodowany lektor, jak i jego pełnomocnicy - kancelaria prawna oraz firma Mikrofonika, prowadząca internetowy bank głosów - zauważają, że głos Jarosława Łukomskiego w reklamie został zmodyfikowany narzędziami sztucznej inteligencji. Tekst był odczytany jego głosem, ale z inną intonacją i rytmem, bez wiedzy i zgody poszkodowanego, a sama sprawa zdaniem prawników jest przykładem ingerencji w sferę prywatną i zawodową lektora.
[...] Prezes Mikrofoniki Tomasz Bartos przekazał, że pozwana firma nie poczuwa się do odpowiedzialności i poddaje w wątpliwość prawo lektora do kontroli nad wykorzystaniem własnego głosu - czytamy na portalu Bankier.pl.
Radio Tczew cytuje Jarosława Juszkiewicza: - Mam nadzieję, że ta sprawa rozpocznie bardzo potrzebną dyskusję na temat ochrony wizerunku, którego elementem jest głos. Dla lektora to podstawowe narzędzie pracy, tym większą podłością jest jego kradzież.
Igryfino.pl donosi: "Pierwszy taki rabunek w Polsce. Rozpoznawalny lektor okradziony z głosu". I oby w wyniku wygranego procesu był to rabunek ostatni.
Poniedziałek, 08.12
Kolejny tydzień otwiera wisienka na torcie, czyli obszerna publikacja Dariusza Ćwiklaka w Newsweek Polska. "Głos to część naszego wizerunku. Nie można go skopiować ani wykorzystać komercyjnie bez naszej zgody, nawet jeśli technologia sprawia, że jest to dziecinnie proste - tłumaczą prawnicy" - czytamy we wstępie rozmowy "Krzyczeć na cały głos".
Wypowiadają się Wiktoria Stasiewicz i Tomasz Ejtminowicz z Meritum Kancelarii Radców Prawnych Cybulski, Ejtminowicz, Trojanowski i Partnerzy.

Mec. Wiktoria Stasiewicz stwierdza: - [...] Producent szamb odrzucił propozycje ugody. Warto przy tym zaznaczyć, że pan Jarosław Łukomski nie odżegnuje się od technologii. Jest jednym z lektorów, którzy powierzyli swój głos firmie Mikrofonika. Ona ma się zajmować udostępnianiem tych głosów firmom i instytucjom chętnym, by wykorzystać je w reklamie.
Ale właściciel głosu ma nad tym pełną kontrolę. Może się na reklamę nie zgodzić i zawczasu pozna stawkę, jaką otrzyma za takie nagranie.
- W telewizji słyszałem prawnika, który mówił, że to "obszar nieuregulowany prawnie". Nie zgadzam się. Nie ma czegoś takiego, bo nawet jeśli pewne aspekty życia nie są szczegółowo uregulowane, to można je odnieść do norm wyższego rzędu: kodeksu karnego - jeśli ktoś wyłudził pieniądze, cywilnego - jeśli naruszono dobra osobiste. Są jeszcze przepisy o ochronie konkurencji i konsumentów czy prawo autorskie. No i oczywiście RODO - wtóruje Tomasz Ejtminowicz.
Wtorek, 09.12
Newsweek.pl w dziale "Społeczeństwo" udostępnia cyfrową wersję publikacji.
- Jeszcze raz dziękujemy wszystkim koleżankom i kolegom z mediów. Poczuliśmy ogromną solidarność i wspólnotę - mówi Tomasz Bartos, szef Mikrofoniki i pełnomocnik Jarosława Łukomskiego.
Trzeba wspomnieć o ogromnym zaangażowaniu prawników. Sprawą od początku zajmuje się mecenas Martyna Majewska z radcaprawnytoronto.ca, reprezentująca Mikrofonikę na dwóch kontynentach i posiadająca obszerną wiedzę o rynku kanadyjskim, amerykańskim i europejskim.
Nieoceniona jest także pomoc mecenas Wiktorii Stasiewicz z kancelarii Meritum, ekspertki od prawnych aspektów technologii AI specjalizującej się w naruszeniach praw autorskich.
A tytuł z Newsweek Polska trafia w sedno. Tak, będziemy nadal o sprawie "krzyczeć na cały głos".
Oprac. PolscyLektorzy
Brak komentarzy