Publikacje o lektorach
ARTYKUŁY, AUDYCJE, FILMY

Permanentny przegląd prasy, portali internetowych, społecznościowych, radia i telewizji. Zbieramy wszelkie publikacje na temat lektorów i ich pracy. Efekt naszych poszukiwań znajdziesz w tym dziale. Jeśli masz coś czego tu nie ma, podziel się linkiem! Koniecznie daj nam znać!

Tytuł: Głos jest emanacją duszy. Wywiad z Waldemarem Modestowiczem.
Autor: Dubbing.pl
Źrodło: http://dubbing.pl/glos-jest-emanacja-duszy-wywiad-z-waldemarem-modestowi...
Data publikacji: 02.10.2017


"Waldemar Modestowicz – polski reżyser słuchowisk radiowych (m.in. Matysiaków), przedstawień teatralnych oraz dubbingu. Jego słuchowiska radiowe są doceniane, albowiem dostaje on za nie nagrody albo i aktorzy, występujący w tych przedstawieniach też są nagradzani (ostatnio nagrodę dostał Bernard Lewandowski za słuchowisko Labirynt). Jako reżyser dubbingowy przygotował dla nas filmy w polskiej wersji językowej jak: Auta, Iniemamocni a także serię filmów Marvela i ostatnie Gwiezdne Wojny (zarówno część VII jak i Łotr 1). Ciekawostką jest też jego jedyny, epizodyczny występ w filmie dubbingowym o którym rozmawiamy w wywiadzie. Wywiad ten przeprowadziłem w budynku Polskiego Radia. Przy okazji pozdrawiam wszystkich pracowników oraz aktorów i dziękuję za wyrozumiałość"- czytamy we wstępie.


Słuchowisko radiowe i dubbing … dwa światy. W jednym z nich mamy do czynienia z dźwiękiem a w drugim z obrazem i dźwiękiem. Czy pomiędzy słuchowiskiem radiowym a dubbingiem można postawić znak równości?
Jedynie co łączy te dwa światy to sztuka mikrofonu. tzn. praca aktora przed mikrofonem. I na tym kończą się podobieństwa.
Słuchowisko radiowe to świat stwarzany w wyobraźni słuchaczy. To długotrwały proces trochę podobny do pracy na planie filmowym. Gramy tam krótkimi scenkami, sekwencjami a aktor musi sobie wyobrazić swoją scenę, przestrzeń w jakiej gra, ponieważ wszystkie dekoracje artystyczne oraz plany akustyczne są potem dodawane w trakcie grania. W studio radiowym operujemy też planami dźwiękowymi, oddaleniem od mikrofonu, ruchem przed mikrofonem, gramy rekwizytami. Jeśli chodzi o dubbing to jest tylko mikrofon, ekran i pojedynczy aktor. Praca w radiu zaś jest pracą zespołową, aktorzy przychodzą i grają jak w teatrze czy w filmie.

Ale przecież kiedyś w dubbingu też grało kilku aktorów.
Kiedyś to była praca zespołowa ale od dawna, z różnych względów pracuje się z aktorem pojedynczym. Aktor musi sobie wyobrazić też jakby pewną rzeczywistość w jakiej on działa, w jakiej jego bohater mówi, działa, biegnie, krzyczy, szepcze i musi też sobie wyobrazić jak dialog przebiega z partnerem, którego nie ma, tzn. partner jest ale jest wpisany w ścieżkę dźwiękową oryginału, czyli aktor gra że tak powiem w ciemno. Dubbing się cały czas zmienia. Kiedyś ideą dubbingu było dokładne odwzorowanie oryginału. To było najważniejsze by emocje i głos były podobne do tego co słyszeliśmy w słuchawkach.
W dzisiejszych czasach jest trochę więcej marginesu na dowolność i własną interpretację. Nie szuka się teraz głosów identycznych z oryginałem, nie tworzy się kalki ale szuka się podobieństw.

No właśnie: lubi Pan dubbing?
Tak! Oczywiście. Inaczej bym tego nie robił. Zajmuję się tym od ponad 20 lat i uważam że jest w nim coraz większy margines właśnie na własną twórczość.

Jaki jest Pana ulubiony film / serial w polskiej wersji językowej niekoniecznie przez Pana wyreżyserowany?
Do dziś pamiętam serial, który oglądałem będąc dzieckiem mianowicie „Koń który mówi” (Mister Ed) – amerykański serial przez nas zdubbingowany. Pamiętam, że rolę konia grał chyba Władysław Hańcza o bardzo niskim głosie a rolę jego właściciela – Wieńczysław Gliński. Kobiety nie kojarzę ale Glińskiego pamiętam bo to bardzo charakterystyczny głos. Pamiętam wspaniałe, polskie dubbingi „Dzieł wszystkich Szekspira„. No i oczywiście to co wszyscy pamiętamy. Mianowicie serial „Ja Klaudiusz” i wspaniałą kreację polskich aktorów ze świetną rolą Stanisława Brejdyganta. Z moich bardzo lubię „Iniemamocnych”, bo byli moją pierwszą kinową animacją i każde ostatnie dziecko, czyli ostatniego „Thora’, który będzie miał premierę kinową, bo bardzo dobrze powychodziły nam szybkie dialogi.

Jak się rozpoczęła pańska praca w dubbingu? Pamięta pan swój pierwszy wyreżyserowany film?
Pamiętam. W Masterfilmie zaproszono mnie do dubbingowania takiego serialu Warner Bross „Looney Tunes” (Zwariowane Melodie – 1992 – przypomnienie autora). To były typowe kreskówki, gdzie Mel Blanc robił wszystkie głosy: Sylvester, Tweety, Królik Bugs. Pamiętam, że pracy było niewiele, bo animacje muzyczno-dźwiękowe były mało dubbingowane. Było za to bardzo dużo reakcji, zdarzały się też kwestie i był też głos wprowadzający. Narratorem był nieżyjący już aktor Włodzimierz Nowakowski, o ciepłym głosie i miłym usposobieniu.

Zapewne ma pan swoich ulubieńców wśród aktorów, jak to mówią w dubbingu „swoją stajnię”.
Tak, mam swoich aktorów. To są mniej więcej ci sami aktorzy z którymi pracuję w radiu. Jedno z drugim się uzupełnia. Przeważnie radio dla mnie jest takim miejscem gdzie sprawdzam aktorów, co potrafią, jak potrafią, jak się dogadujemy i zapraszam ich potem do dubbingu. Są tacy aktorzy z którymi uwielbiam pracować, bo dobrze się z nimi porozumiewam, bo wciąż mnie zaskakują czymś nieznanym, bo są wrażliwi i skoncentrowani. Wymienię dwoje: Danusię Stenkę i Grzesia Damięckiego, ale jest ich oczywiście znacznie więcej.

Co jest wtedy dla Pana ważne? Barwa głosu czy aktor, którego dobrze Pan zna i wie, że poradzi on sobie z głosem albo z daną postacią.
Mnie się bardzo dobrze pracuje z ludźmi, którzy mają podobny do mnie temperament. Są impulsywni i nie boją się eksperymentować, szukać, nie boją się szaleństw, nie boją się wygłupów, nie boją się dochodzić do granicy własnych możliwości a czasami je przekraczać. Oczywiście szukam artystów, szukam aktorów którzy mają w sobie talent i jakąś prawdę, w tym co kreują. Chodzę dużo do teatru, oglądam aktorów młodych w dyplomach, trochę uczę w szkołach teatralnych, więc szukam ciągle nowych głosów, nowych twarzy, nowych ludzi. Głos jest oczywiście istotny w dubbingu ale głos jest emanacją duszy w związku z tym wciąż szukam ciekawych i interesujących ludzi, artystów w każdym wieku.

Czy pański wybór głosów aktorów do danego filmu pokrywał się w większości z decyzją producenta, który miał wpływ na głosy?
Ja oczywiście wiem, że producent ma rolę decydującą, nie jestem początkującym reżyserem w związku z tym w pewnym sensie mam u producentów pewien kredyt zaufania. Mogę decydować na etapie castingów, mogę wybrać, że chcę do tej roli zaprosić dziesięciu aktorów i to moje zaproszenie nie jest przypadkowe. Wiem, że każdy z tej dziesiątki pasuje do tej postaci i z każdym z tej dziesiątki chętnie będę pracował, że się porozumiewamy dobrze, że on dobrze może wypełnić tę postać. Po czym w czasie castingu każdemu z nich staram się pomóc. Uczciwie, sprawiedliwie, najlepiej jak potrafię. Po czym wybieramy wspólnie z producentem trzy propozycje. Wysyłamy do Ameryki i to oni decydują. My możemy jedynie zasugerować, że chcielibyśmy z tym aktorem pracować bo on jest dostępny, na miejscu, nie gwiazdorzy i przyjdzie do nas chętnie.

 

 Fantazja 1940, Walt Disney. Waldemar Modestowicz jako dyrygent Leopold Stokowski

 

A co z pańskim głosem? Czy lubi Pan go? Dlaczego – poza disnejowską fantazją, w której pańskim głosem mówi Leopold Stokowski – nie użycza Pan swego głosu w filmach bądź serialach? Nikt Panu jeszcze nie proponował zagrania głosem?
To jest oczywiście zabawa. Ja nie jestem aktorem. Uważam, że każdy powinien robić to co umie robić najlepiej. Widzę jak wielu jest aktorów, którzy chcieliby pracować w dubbingu. Codziennie mam telefon od aktora młodego, starszego, zapomnianego, który proponuje mi współpracę, że w pewnym sensie niemoralne jest, że ja jako amator, który kiedyś dawno temu w czasie studiów zajmował się aktorstwem, zająłbym miejsce po drugiej stronie mikrofonu. W nadmiarze to byłoby niepotrzebne. Już wolę poszukać trzech, pięciu innych aktorów, którzy chętnie to zrobią, na pewno lepiej ode mnie. Ten występ potraktowałem jako rodzaj zabawy, w której odgrywałem epizodyczną rólkę. Czasami lubię się tak zabawić, żeby poczuć jak to jest z tamtej strony mikrofonu i nabrać trochę pokory.

Czego Waldemar Modestowicz wymaga od aktorów? Jakie zabawne sytuacje zdarzają się podczas nagrań? I co reżyser radzi osobom startującym w dubbingu?

Dowiecie się z dalszej części wywiadu na Dubbing.pl

 

 

 

 

 

 

Brak komentarzy

Zawodowcy do wynajęcia

reklama

Agencja MediaNawigator.com