Publikacje o lektorach
ARTYKUŁY, AUDYCJE, FILMY

Permanentny przegląd prasy, portali internetowych, społecznościowych, radia i telewizji. Zbieramy wszelkie publikacje na temat lektorów i ich pracy. Efekt naszych poszukiwań znajdziesz w tym dziale. Jeśli masz coś czego tu nie ma, podziel się linkiem! Koniecznie daj nam znać!

Tytuł: Paweł Bukrewicz – z Mielnika do Telexpresu
Autor: Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. TVP
Źrodło: http://siemiatycze.happyproject.pl/artykul/pawe-bukrewicz--z-mielnika-do...
Data publikacji: 28.02.2008


Od niedawna zespół „Teleexpressu” wzbogacił się o nowego prezentera. To pochodzący z Mielnika Paweł Bukrewicz. Z panem Pawłem rozmawiamy o jego pracy telewizji i nie tylko.


Chodził pan do szkoły w tych stronach?
- Moja ojcowizna to Mielnik. Tam mam dom po babci i tam zaglądam w wolnych chwilach. Jeśli zaś chodzi o moje dzieciństwo, spędzałem je między Sokołowem Podlaskim, w którym mieszkałem z rodzicami i tam uczęszczałem do szkoły, a moim ukochanym Mielnikiem.


Potem były studia. Dlaczego AWF?
- To była Akademia Wychowania Fizycznego w Białej Podlaskiej. Ukończyłem specjalizację "kulturystyka i podnoszenie ciężarów". A dlaczego akurat to? Odpowiedź jest prosta - z zamiłowania. Po prostu bardzo lubiłem sport - w różnych dziedzinach. Już od szkoły średniej razem z kumplami mieliśmy, można powiedzieć, hopla na punkcie ćwiczeń siłowych. Początkowo były to treningi w piwnicznych siłowniach, za jakiś czas warunki treningu były już lepsze. W sumie śmiało mogę powiedzieć, że praca nad własną formą stała się moją pasją. Nawet kiedyś chciałem mieć własną siłownię i przez krótki okres, jeszcze przed studiami, to marzenie spełniło się. Pomyślałem więc, że spróbuję swoich sił w tym kierunku i wykształcenie o takim profilu przyda mi się.

 

Przez pewien czas pracował pan jako instruktor fitness.
- Zgadza się. To trwało sześć lat. Pracę tę zacząłem w 1998 roku, zaraz po skończeniu studiów. To były hotelowe kluby fitness w Warszawie.

 

Przejdźmy do pracy w telewizji. Jak to się zaczęło?
- Jeszcze pracując w klubach fitness zainteresowałem się interpretacją tekstów. A wzięło się to z tego, że, jak to czasami bywa, ktoś powiedział, że mam ładną barwę głosu. Znajomi mówili nawet: "ty Paweł to mógłbyś nawet wiadomości w telewizji czytać". Pomyślałem więc, że może uda się to jakoś wykorzystać.


A kiedy tak na dobre zaczął pan myśleć o pracy w telewizji?
- W ogóle nie myślałem o pracy w telewizji.


Jak więc pan do niej trafił?
- Siedem lat temu poznałem, zresztą na jednej z siłowni, państwa Mołoniewiczów z Warszawy. Pani Alicja Mołoniewicz pisze listy dialogowe, czyli tłumaczy film, a potem ten tekst czyta lektor i to słyszy widz. Zainteresowała mnie tzw. „szeptankami”, czyli czytaniem filmów fabularnych. Potem poznałem Zdzisia Szczotkowskiego, jednego z najbardziej znanych głosów w polskiej telewizji. Zaczęło się więc od znajomości z nimi, a potem, jak to się mówi: "po nitce do kłębka", czyli w moim przypadku od zainteresowania do czytania tekstów, nie tylko telewizyjnych. W efekcie na antenie programu pierwszego Telewizji Polskiej zacząłem czytać od 2000 roku, najpierw w programie dla dzieci pt. „Jedynaczka”, jako typowy voiceover. Wcześniej dużo pracy kosztowało mnie dokształcanie się w tym zakresie. Były to setki spotkań z doświadczonymi lektorami oraz godziny przyglądania się, jak to robią najlepsi podczas nagrań.


Jaka była pana droga, od czytania tekstów fabularnych do roli prezentera w Telexpressie?
- Czytałem m.in. w programach takich jak: "Plus - Minus", "Biznes z gwarancją", „Trzeci punkt widzenia", "Rozmowy istotne". Oprócz tego było podkładanie głosu do filmów dokumentalnych i fabuł. Nagrałem też płytę audio z bajkami dla dzieci, autorstwa Władysława Kopalińskiego. Zaś przygoda z Teleexpresem zaczęła się od czytania off-ów, czyli tekstów, które słyszymy, kiedy na wizji nie ma prezentera i lecą zdjęcia reporterskie.


Czy rola prezentera kosztowała pana dużo pracy?
- W zasadzie praca i nauka trwają cały czas - z tą różnicą, że do tej pory była to praca głosem, a teraz nie tylko głosem, ale i twarzą oraz ogólną prezencją. W telewizji pracują sami fachowcy - dyrektor Krzysztof Juszczak, wydawcy Sławomir Kozłowski i Wojciech Hoflik, więc nie mnie oceniać czy dobrze wybrali prezentera. Ocena należy do nich, no i do widzów, rzecz jasna.


Jak pana przyjął zespół Teleexpressu, w szczególności starsi prezenterzy?
- Byłem zaskoczony bardzo miłym przyjęciem, szczególnie ze strony Beaty Chmielowskiej - Olech oraz Maćka Orłosia, który przygotowywał mnie do prowadzenia programu. Cały zespół Teleexpressu to fantastyczni ludzie. I dziękuję im za to.


A jak wygląda praca nad Telexpressem od kulis?
- To codzienne, wielogodzinne dyżury. Przede wszystkim dziennikarzy, którzy przygotowują materiały na dany dzień. Wyszukują odpowiednie tematy do wydania, piszą teksty, dobierają zdjęcia w archiwum, jeżdżą i kręcą własne zdjęcia, montują. Moim zadaniem jest zredagowanie tekstów i przygotowanie materiału "pod siebie", bo każdy materiał posiada inną składnię. No i zaczynamy program - na początek "trochę" stresu, a potem jakoś leci...


Pełną treść artykułu znajdziecie na stronie tygodnika Głos Siemiatycz.

 

 

 

Brak komentarzy

Zawodowcy do wynajęcia

reklama

Agencja MediaNawigator.com