Publikacje o lektorach
ARTYKUŁY, AUDYCJE, FILMY

Permanentny przegląd prasy, portali internetowych, społecznościowych, radia i telewizji. Zbieramy wszelkie publikacje na temat lektorów i ich pracy. Efekt naszych poszukiwań znajdziesz w tym dziale. Jeśli masz coś czego tu nie ma, podziel się linkiem! Koniecznie daj nam znać!

Tytuł: Twarze głosów z telewizji. Dobry lektor jest niezauważalny niczym sędzia na boisku 
Autor: Jacek Szczerba
Źrodło: http://wyborcza.pl/7,90535,23609450,twarze-glosow-z-telewizji-dobry-lekt...
Data publikacji: 30.06.2018

 

 

To polska specyfika – lektor czytający kwestie dialogowe filmu, w telewizji, na kasecie VHS czy płycie DVD. Niektórzy nazywają tę formułę szeptanką (po angielsku – voice-over). Przyszła z ZSRR, tyle że tam, w zgodzie z tzw. translacją Gawriłowa, filmy czytali mężczyzna i kobieta, każde partie bohaterów swojej płci. A czasem także dzieci – chłopiec i dziewczynka.
Ścieżka dźwiękowa lektora jest nakładana na oryginalny dźwięk filmu, którego jednak nie eliminuje – słychać zatem również głosy występujących w nim aktorów. Inaczej niż w dubbingu. Zwolennicy lektorów mówią, że gdy czyta się napisy podczas oglądania filmu, zawsze coś z niego umyka. Poza tym wiekowi widzowie przed telewizorem z pewnością czytać ich nie dadzą rady.

 

W Polsce – poza kilkoma kobietami, z których najbardziej znana jest Krystyna Czubówna (1954), która czyta jednak głównie filmy przyrodnicze – lektorami są mężczyźni. Ich zawodowa elita to Jan Suzin (1930-2012), Jerzy Rosołowski (1930-2001), Lucjan Szołajski (1930-2013), Ksawery Jasieński (1931), Tomasz Knapik (1943), Janusz Kozioł (1950), Janusz Szydłowski (1951), Jacek Brzostyński (1954), Maciej Gudowski (1955), Jarosław Łukomski (1962), Stanisław Olejniczak (1962) czy Piotr Borowiec (1963).

Większość z nich zaczynała w radiu, startując w konkursach na spikerów. Jasieński, leżąc w szpitalu po urazie kręgosłupa, czytał innym pacjentom książkę Antoniego Gołubiewa „Puszcza”. To koledzy z sali namówili go na pójście do radia. Szydłowski chciał być w radiu realizatorem dźwięku. Suzin, z zawodu architekt, w 1955 r. trafił do TVP, uczestnicząc w konkursie na prezentera.

 

Niektórzy byli wcześniej aktorami. Brzostyński w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu grał Bohatera „Kartoteki” (1987) Tadeusza Różewicza i Gustawa w „Ślubach panieńskich” (1988). Ze sceną zerwał w trybie „porzucenia pracy”. Borowiec był Escalusem, księciem Werony w „Romeo i Julii” (1992) w Zielonej Górze oraz Franciszkiem w „Portrecie Doriana Graya” (1993), reżyserowanym przez Andrzeja Łapickiego w Teatrze Telewizji.
Kozioł jeździł w wojsku czołgiem. Zadzwonił do radia, żeby ich opieprzyć, że gadają na muzyce, którą chciał nagrać na magnetofon. Dostał propozycję pracy. Olejniczak uczył rosyjskiego w szkole, Knapik zrobił na Politechnice Warszawskiej doktorat z elektrotechniki, ale już w klasie maturalnej zaproszono go do Rozgłośni Harcerskiej. Łukomski prowadził szkolenia biznesowe.

 

Czy są zwolennikami swojego zawodu? Knapik odpowiada na to pytanie: – To tak, jakby kata pytać, czy jest za karą śmierci.

 

Jak czytać?
Maciej Gudowski (m.in. filmy o Jamesie Bondzie, „Gladiator”, „Władca pierścieni”) mówi: – Dobry lektor powinien mieć w głosie klej, żeby przytrzymać widza przy telewizorze. Szydłowski (m.in. „Latający Cyrk Monty Pythona”, „Braveheart”) powtarza, że nie wolno fałszować intonacji. Jeśli w oryginale jest pytanie, u lektora ma ono pozostać. Szołajski (m.in. „Niewolnica Isaura”) mówił, żeby czytać „nie za szybko, nie za wolno, nie przeżywać, nie jak aktor”. A Brzostyński (m.in. „Gliniarz z Beverly Hills, „Chłopcy z ferajny”, „Dzień świstaka”) twierdzi: – Jako lektor mam być też niezauważalny, niczym sędzia na boisku.

 

Za przykład głosu „przezroczystego”, a więc być może idealnego, uchodzi głos Borowca (m.in. „Pulp Fiction”, „Detektyw Monk”, „Ostry dyżur”). Inni wolą jednak szorstki głos Knapika (m.in. „Strażnik Teksasu”, „Szczęki”). Do czytania kwestii miłosnych, począwszy od nieśmiertelnego „Kocham cię”, szczególnie pasują miękkie głosy Gudowskiego i Szydłowskiego.


Pytany o główne zawodowe trudności Brzostyński odpowiada: – Trzeba mieć odporny tyłek. Bo jest dużo siedzenia, po kilkanaście godzin dziennie.

 

A Szydłowski dodaje: – Myślę, że to jest zawód, w który trzeba dość długo wchodzić, po przeczytaniu tysiąca filmów następny tysiąc idzie znacznie łatwiej...

 

 

 

Pełną treść artykułu znajdziecie na stronie Wyborcza.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Brak komentarzy

Zawodowcy do wynajęcia

reklama

Agencja MediaNawigator.com